Antykatolicyzm masońskiej prasy (2)
· Jakub Szymański, Rycerz Niepokalanej nr 4/2010, s. 116
Wojna światów
Kontynuując opis antykatolickich ataków masońskiego magazynu "New Age" z początków XX w., należy zwrócić uwagę, iż jednym z najważniejszych wydarzeń, jakie wówczas miały miejsce, była I wojna światowa, która była komentowana z amerykańskiej perspektywy masońskiej. Gdy w 1917 r. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej przystąpiły do wojny, zaczęły się pojawiać nawiązujące do tej sytuacji artykuły, jednakże w typowo masońskim stylu. Oto jakimi hasłami zagrzewali się masoni w styczniu 1918 r.: "Wszyscy dobrzy Amerykanie, a w szczególności masoni, w chwili, gdy robią oni wszystko, co mogą, aby zwyciężyć naszych teutońskich (tj. niemieckich) wrogów, nie powinni ani na moment stracić z oczu uczynków i machinacji naszego (tj. masonów) starożytnego wroga: rzymskokatolickiej hierarchii, która w imię religii trudzi się wielce dla zniewolenia świata".
Po czym w artykule następuje kuriozalne oskarżenie, jakoby papież miał rzekomo być odpowiedzialny za rozpętanie wojny, i masońska groźba, że pożałuje on tego. Owo sączenie jadu wbrew prawdzie i zdrowemu rozsądkowi wskazuje, iż masoneria była zawsze gotowa do wszelkich nieprawdziwych oskarżeń, aby bez względu na prawdę i okoliczności tylko oczerniać i zwalczać Kościół. Artykułów tego typu było całe mnóstwo, m.in. że władze niemieckie miały wywołać wojnę po to, aby rzymski Kościół mógł rządzić światem - czy też z innymi podobnymi absurdami i niedorzecznościami.
Nowy świat w okowach Antychrysta
Skoro zaś wojna się skończyła, entuzjastyczne artykuły wieściły nadejście "nowego świata". Jak miałby wyglądać ów "nowy świat" i jakie były masońskie marzenia? Artykuł z listopada 1919 r. stwierdza: "W tych dniach rekonstrukcji masoński prorok musi przewidywać ów Nowy Świat. Wiek masonerii nadchodzi tak pewnie, jak inne wieki błogosławiły stary świat i przeszły. Wojna światowa była prowadzona i wygrana dzięki realizowaniu wszystkich zasad masonerii - była w rzeczywistości jej triumfem".
Czas po wojnie światowej był rozumiany jako czas "rekonstrukcji", co jest jednym z haseł masońskich, mówiących, iż "porządek ma się wyłonić z chaosu": należy wywołać najpierw zamęt, aby następnie "zrobić porządek" po masońsku.
Przeciw komu jest skierowane takie działanie? Autor pisze: "Wszystkie kłopoty Starego Świata przez ostatnie tysiąc lat mogą być odniesione do jednego źródła - rzymskiego katolicyzmu. Bezstronna historia ukazuje, iż każdy krok postępu Starego Świata przez ostatnie tysiąc lat był zrobiony w nieposłuszeństwie romanizmowi" (tak masoni nazywali wszystko, co odnosiło się do Kościoła katolickiego).
Autor chce przy tym jawić się niemal jak samozwańczy prorok jakiejś rzekomej masońskiej ery, która miałaby "usunąć" Kościół katolicki, w czym I wojna światowa była pomocna, gdyż spowodowała rozpowszechnienie się masońskich "zasad". Tak wygląda rozumiane przez masonerię "dobro ludzkości". Ów masoński "prorok" może być więc przyrównany do wieszczka zapowiadającego nie jakiś "nowy świat", ale raczej nadejście fałszywego proroka Antychrysta - głosiciela idei, które u końca czasów będą się sprzeciwiały Chrystusowi i Jego Kościołowi, tworząc przy tym coś w rodzaju anty-Kościoła. Taką w istocie organizacją jest masoneria.
Prawda historyczna ukazuje, że to właśnie Kościół katolicki był gwarantem spokojnego i zdrowego postępu. Autor wybiera jednak ów masoński "nowy świat": "Nadejście Nowego Świata musi wyeliminować zła lub przynajmniej główne zła odchodzącego Starego Świata. Masońskie ideały staną się głównym źródłem radości w Nowym Świecie". Jest to ponowne, choć zawoalowane wezwanie do walki z katolicyzmem, dla którego według tych pomysłów ma nie być miejsca w "nowym świecie".
Na to wszystko można odpowiedzieć choćby hasłem znajdującym się w dewizie zakonu kartuzów: "Stoi Krzyż, podczas gdy świat się obraca" - co w tym przypadku można rozumieć w ten sposób, iż Kościół chrześcijański przetrwa, podczas gdy światowe, masońskie i antychrześcijańskie pomysły zmiany świata w końcu upadną.
Masoński świat bez Polski
W tym masońskim świecie nie byłoby zapewne miejsca i dla Polski, a przynajmniej Polski rozumianej tradycyjnie, z jej religią, historią i kulturą. Skąd takie przypuszczenia?
Gdy po I wojnie światowej Polska podnosiła się po latach niewoli do istnienia państwowego, masońskie pismo nie omieszkało tego zauważyć, czyniąc adnotację w swoim charakterystycznym stylu w artykule ze stycznia 1920 r. Polacy dawniej i dziś: "Największą literą P z wszystkich w polskim języku - jest P papieskiej Polski. W oparciu o tę wiedzę można powiedzieć, iż z nagłym i niespodziewanym zmartwychwstaniem papieskiej Polski cywilizowany świat wkrótce będzie uraczony czymś, przed czym papieska Irlandia z pewnością zajmie miejsce z tyłu. Ponadto papieska Polska będzie również mogła coś więcej, niż zająć miejsce papieskiej Austrii, która dopóki nie została wstrząśnięta do najgłębszych fundamentów przez wielką wojnę światową, była największym i najważniejszym źródłem siły i bogactwa rzymskokatolickiej hierarchii. Nie tylko Polska już umieściła się pod jarzmem papieskiej supremacji we wszystkich duchowych i ziemskich sprawach, ale rzymskokatoliccy księża są wybierani do polskiego parlamentu. Ich działania będą od początku do końca w pełnej zgodności ze starym duchem papiestwa. Polska będzie Irlandią pomnożoną przynajmniej 3×3".
Dalej autor dodaje: "Ponownie nastąpią stare dobre dni, kiedy nic nie mogło być przedsięwzięte w tym kraju bez kościelnej zgody i uświęconej współpracy posłusznych sług Starego Człowieka na Siedmiu Wzgórzach. Powtórnie cywilne i polityczne procesje, nie mniej niż religijne procesje w tym zajeżdżanym przez księży kraju, będą przypominały jedną z papieskich procesji auto-da-fé, z księżmi, biskupami, kardynałami, zakonnicami i zakonnikami, świętymi sztandarami, świętymi kadzeniami, świętymi świecami itd. itd.; zestawienie, które można nazwać: strasznym i przerażającym widowiskiem".
Szkodliwa Polska
Jak widać, wolność Polski jest niczym dla owego autora, w porównaniu ze "szkodą", jaką według niego ma być opowiedzenie się tej Polski za katolicyzmem i papieżem - co przecież wynika z samej istoty polskości.
Gdyby zatem Polska miała stracić wiarę katolicką, a więc jeden z głównych czynników formujących jej istnienie, straciłaby zarazem i samą swoją państwowość, czego przykłady jawiły się już w dawnych wiekach. Dla masońskiego autora istnienie katolickiej Polski stanowi zagrożenie. Zatem w ogóle istnienie Polski jest nie do pogodzenia z sektą masońską i jej "ideami".
Masoński autor, porównując Polskę z innymi katolickimi krajami Europy, wskazuje z jakimś niemal demonicznym przewidywaniem, iż na ich tle Polska jawi się jako dużo wyrazistszy przykład wiary i lęka się, jakie z tego powodu mogą wyniknąć przeciwności dla masonerii.
Te swoje masońskie i antycywilizacyjne postulaty masoński autor chce zwodniczo przedstawiać jako "osiągnięcia cywilizowanego świata" - co jest tylko jednym z przykładów fanfaronady owego pełnego pychy barbarzyńcy. Solą w oku jest bowiem dla niego uczestnictwo duchownych w życiu publicznym, czemu tak bardzo przeciwstawia się wszędzie masoneria, dążąca przez to do zniwelowania wpływów Kościoła. W Polsce międzywojennej, trzeba przypomnieć, duchowni mogli być wybierani do władz ustawodawczych, tj. do sejmu i senatu, w celu zaprowadzania sprawiedliwych i moralnych praw. Choć później Kościół zrezygnował z tego, wskazując, iż główną misją jego przedstawicieli jest głoszenie zbawczego orędzia Jezusa Chrystusa, a nie zajmowanie się polityką - nie znaczy to jednak, iż nie powinien on swym nauczaniem obejmować i tej dziedziny, wychowując ludzi zajmujących się służbą publiczną w duchu odpowiedzialności.
Piekielny koniec
Na koniec masoński autor przedstawia jakby zebraną sumę swoich lęków, zaprezentowaną w formie przeglądu. Niemniej i w tym masoński autor posługuje się nieprawdą. Oto zewnętrzny przejaw życia Kościoła, objawiający się między innymi i przez procesję kościelną, jest dla owego masona "strasznym i przerażającym widowiskiem" oraz przyczynkiem do wspomnienia o procesie inkwizycyjnym, co samo w sobie stanowi wskazanie, iż masonerii jest łatwo identyfikować się z ruchami heretyckimi i wszelkimi błędowiercami. O bezzasadnej pogardzie autora świadczy również nazwanie Ojca Świętego "Starym Człowiekiem na Siedmiu Wzgórzach", wskazujące, iż masoneria ma całkiem przeciwny do papieskiego cel i kierunek działania, co w istocie jest potwierdzeniem dążenia owej sekty do samego piekielnego końca.
Dodaj komentarz
Oceny



